sobota, 29 czerwca 2013

Ogłoszenie

Daiki!
Szcenięta należą do całej watahy lecz ty się nimi będziesz opiekować. Moje szczeniaki są w szkole dla Alph która trwa 6 miesięcy więc nie będą miały nikogo do zabawy.
                                                                                                      Z pozdrowieniami,
                                                                                                           Alpha Sara

Od Ortanusa- Szkoła Dla Alph

Znałem Regena z kolonii, gdy byliśmy jeszcze mali. Ja jeszcze wtedy nie miałem skrzydeł. Mieliśmy razem pokój. Na każdej lekcji dochodziło między nami do bójki, ponieważ on się droczył, że potrafi latać, a ja nie. Niestety znowu jesteśmy z razem w klasie. A co gorsze to on zna Nike. Gdyby mógł się czasem odczepić. Ale on jest taki zadziorny. Jeśli znowu mi podskoczy będę gotowy go zabić. Za te wszystkie lata. Dość już o nim. Tak jak powiedziałem poszedłem z nimi podpisać się na karcie. Regen chcąc zaimponować Nike podpisał się bardzo szybko. Widziałem jak puścił do niej oko. Ja podpisywałem się ostatni. Jego łapa w porównaniu z moją była o wiele mniejsza. Ja miałem numer jaskini 12 a on 15. Nike poszła rozpakować swoje rzeczy, a ja przechadzałem się po holu. Gdy tak chodziłem wpadł na mnie Regen.
- Nie zbliżaj się do niej! Nike jest moja!-warknął na mnie.
- Nike nie jest niczyją własnością. To ona wybierze swojego partnera.-powiedziałem bez żadnych komplikacji. Obróciłem się i zapukałem delikatnie do jaskini Nike.
- Kto tam?-zapytała Nike.
- To ja Ortanus.-odpowiedziałem.- Chciałem się zapytać czy...
- Cześć Nike to ja Regen .- wypowiedział te słowa z dumą.
- Chciałem się spytać czy nie pomóc Ci w rozpakowywaniu, bo za chwilę zaczyna się apel.
- Dzięki Ortanus.-odpowiedziała Nike.-Mógłbyś wynieść moją walizkę? Uwaga jest bardzo ciężka.
- Zostaw tę sprawę zawodowcom.-Regen mnie wyprzedził. Chciałem zobaczyć czy podniesie tą walizkę więc usiadłem obok Nike. Regen z trudem uniósł tą walizkę. Podleciałem do niego i powiedziałem:
- Zostaw tę sprawę milszym.-bez trudu wziąłem walizkę i odłożyłem ją na wskazane miejsce przez Nike.-Pomóc Ci jeszcze w czymś Nike?
- Nie dzięki. Już skończyłam. Może pójdziemy razem na apel?-odpowiedziała.
-Z wielką chęcią.-odpowiedziałem. Regen wlókł się za nami coś mamrocząc.

Od Alphy Prim Nike-Początek Szkoły Dla Alph

Tata odprowadził mnie i odszedł. Dostałam swoją jaskinię, a w zasadzie pokój niej. Miał numerek 13. Mam nadzieję, że nie pechowy. Weszłam na plac, na którym jutro miały rozpocząć się lekcje. Właśnie zaczynał się pierwszy turnus. Przybyłam tu jako jedna z ostatnich, bo maja wataha leży bardzo daleko od terenów szkoły, a ja oczywiście nie umiem latać. Mam nadzieję, że tu mnie tego nauczą. Większość wilków była tu już jakieś 2 dni. Nie uczyli się, ale rozpakowywali swoje rzeczy i zapoznawali z otoczeniem.
Dostałam małą karteczkę na której miałam wypisaną moją klasę. Była to sekcja "skrzydlata". To znaczy, ze chodziły do niej same uskrzydlone wilki. Super :( i pewnie tylko ja nie potrafię latać!
Byłam na olanie i rozglądałam się za kimś znajomym.
- A kogo ja widzę. - rozległ się za mną ciepły, znajomy głos.
- Ortanus! - krzyknęłam i rzuciłam się przyjacielowi na szyję. Tak dawno go nie widziałam. Był jedynym kogo tu znałam, więc cieszyłam się, że go widzę.
- Jeju. Powiedz mi, że jesteś ze mną w klasie. - powiedziałam nadal go nie puszczając ze szczęścia, że nie będę sama.
- Jeśli nadal masz skrzydła to jasne że tak. - uśmiechnął się. W momencie, kiedy się odsunęłam rozbrzmiał kolejny głos.
- Miło mi cię tu widzieć... Mam nadzieję, ze ze mną przywitasz się równie ciepło. - powiedział... Regen!
- Ty też tutaj! - podeszłam i trochę speszona tym wszystkim przywitałam się i z nim.
- Tak... Witaj Ortanusie.
- Hej...
- To wy się znacie?! - nie mogłam wyjść z podziwu.
- Tak... - syknął Regen. - Powiedzmy... Ja muszę lecieć stawić się na kontrolę. Trzeba się wpisać na listę. Ty też musisz.
- Ja... nie wiedziałam.
- Pójdę z wami. - odezwał się Ortanus i w trochę dziwnej atmosferze poszliśmy we troje się wpisać.

środa, 26 czerwca 2013

Od Aiszy

Gdy zobaczyłam że Daiki wraca z dwoma małymi wilkami byłam trochę zdziwiona.
" Skąd je ma- myślałam."
" Może w Lesie je znalazła?"- próbowałam się domyśleć.
- Daiki skąd je masz?-zapytałam wkońcu.
- W lesie znalazłam- odpowiedziała z uśmiechem.
- Aha... Dlaczego je tu przyprowadziłaś?- zapytałam ja.
- Byliśmy sami. Nasza mama umarła. Zabił ja człowiek- powiedział Max.
- Gdzie z nimi idziesz?- spytałam Daiki.
- Właśnie gdzie z nami idziesz?- zapytał też Max. Za Max'em szła mała wilczyca.
- Kto to?- zapytałam Max'a.
- Moja siostra. - odpowiedział.
- Jak ma na imię?- s[ytałam go.
-Melly.-powiedział.
- Gdzie z nami idziesz?- spytał powtórnie Max.
- Idę z wami do przywódczyni watahy.-odpowiedziała mu.

- Po co?- zapytal.
-Żeby się zapytać czy możecie zostać i czy mogę się wami zaopiekować- opowiedziała mu.
- Gdzie jesteśmy? - odezwała się Melly.
- Na terenie Watahy Mrocznego Serca.-odpowiedział jej Max.

Daiki dokończysz?

Od Daiki

Pewnego razu przechadzałam się po Lesie. W pewnym momencie usłyszałam ciche wycie. Pobiegłam zobaczyć co to. Gdy byłam już na miejscu zobaczyłam dwie małe wilczki.
- Co się stało ? Dlaczego jesteście same?- zapytałam.
- Szłyśmy z mamą na spacer, nagle mama zawołała " uciekajcie", więc obróciłam się i zobaczyłam że za mamą był człowiek. Zaczęłyśmy uciekać. Tu nam zabrakło sił. - odpowiedział jeden z płaczem.
- Biedactwa. Jak macie na imię? Ja jestem Daiki.- powiedziałam.
- Ja jestem Max, a to moja młodsza siostra Melly- odpowiedział.
Max wygląda tak :

   
A Melly tak:




Pytanie do Sary:
 Czy mogę się nimi zaopiekować ?




wtorek, 25 czerwca 2013

Od Ortanusa

Obróciłem się i zobaczyłem Nike, która płakała zza krzaków.
-Ja też dużo razy nie potrafiłem wystartować. To jest najtrudniejsz część lotu. Jedno nas w tym różni. Ja nie chciałem się poddawać. Poddają się najsłabsi. A ty do nich nie należysz.-potrąciłem ją nosem, aby zachęcić ją do ponownej próby.
-Tak myślisz?-zapytała spoglądając na mnie.
-Tak. Masz bardzo duże skrzydła. One potrzebują tylko treningu.-zaśmiałem się.-Później będziesz "asem przestworzy".
-Dobrze...-powiedziała jeszcze płaczliwym głosem, lecz zachwilę wypowiedziała słowa, które zabrzmiały bardzo dorośle- Nie będę się poddawać! Jestem Nike, Alpha Prim Watahy Złotej Iskry!
Zawyła. Zawtórowałem jej i pobiegliśmy na polanę. Najpierw ja wzbiłem się w powietrze i od nowa pokazałem jej wszystkie wskazówki. Weszła na kłodę i powoli rozkładała skrzydła. Widać było, że bardzo chce latać, ponieważ drżała jej cała twarz. Westchnęła i ...
<Nike? Udało Ci się?>

Od Nike Alphy Prim

Byłam mega rozluźniona.
- Tylko mnie złap jak coś. - powiedziałam niepewnie spoglądając na Ortanusa.
- Nie ma sprawy, poradzisz sobie. - uspokajał mnie. Do tej pory nie wzbiłam się jeszcze w powietrze. Miałam wielkiego stracha. Rozłożyłam skrzydła, poczułam w nich delikatny podmuch wiatru. Subtelny i stanowczy zarazem. Odpowiednio je ułożyłam, napięłam mięśnie i kiesy już poczułam, że odrywam się od ziemi... spanikowałam. Wiatr wykręcił mi skrzydła i pofrunęłam nieco w górę w brew mojej woli. Podmuch wyrzucił mnie na trzy metry w górę - szkoda, że to nawet nie był lot. Z grymasem na twarzy spadłam na ziemię wprost na Ortanusa. Leżałam na nim, a on próbował mnie wyzbierać.
- Żyjesz? - szeptnęłam obolała.
- Ważne, żeby tobie nic się nie stało. Było nieźle...
- Nieźle! - wybuchnęłam płaczem. - To było okropne! Jestem do niczego, skrzydła są mi niepotrzebne jeśli nie potrafię z nich skorzystać! - pobiegłam z płaczem przed siebie.
Kiedy dobiegłam do strumienie wydawało mi się, że jestem sama. Myliłam się. Ortanus dogonił mnie. Schowałam się za krzakiem w nadziei, że da mi spokój - tak bardzo się wstydziłam. Zaczęłam cicho płakać. Ortanus obrócił się i ...

<Ortanus - dokończysz?>

Od Ortanusa

Bardzo polubiłem Nike, Soraję i resztę szczeniaków.
-Może za niedługo wy nas odwiedzicie?-zaproponowałem.
-Jeśli mama się zgodzi to z wielką chęcią.-odpowiedziała Nike rozpromieniona. Była zadowolona, że idzie jej o wiele lepiej w nauce latania.
-Ortanus, Tikiya, Ephira! Chyba czas już do domu?- z lekkim uśmieszkiem spytała moja mama Sara.
-Mamo! Możemy zostać do zachodu słońca?-poprosiła Tikiya, która bawiła się w berka z Miru i Julią.
-Jeśli Artemisa nie ma nic przeciwko to...-niedaliśmy jej dokończyć tylko pognaliśmy do Alphy, aby pozwoliła nam jeszcze zostać.
-Proooszę Mamo!-błagała Soraja, która jak było widać świetnie się bawiła z Ephirą.
-No dobrze. Rzadko się spotykamy, więc możecie pobawić się trochę dłużej.-westchnęła Alpha Artemisa.
-Super!-wykrzyknęliśmy wszyscy. Ja i Nike poszliśmy na polanę by poduczyć się latać. Zawołaliśmy Ephirę, ponieważ ona mnie uczyła latać, więc dlaczego nie można by spróbować nauczyć tak Nike?
Soraja przyłączyła się do Miru, Tikii i Julii. Ephira zaczęła tłumaczyć Nike co ma robić:
-Oba skrzydła muszą iść równocześnie. Inaczej nie złapiesz w nie wiatru. Pomyśl, że jesteś piórkiem na wietrze. Niech wiatr Cię poniesie!!!- rozłożyła skrzydła i poleciała ponad chmurami, bo zawiał strasznie mocny wiatr.
-Ephira? Jesteś tam? Nie musisz mi już więcej pomagać. Resztę już ja wyjaśnię.-krzyknąłem do mojej siostry.
-Może spróbujesz Nike?-zaproponowałem.
Alpha Prim meszła na kłodę, na której wcześniej siedziała Ephira.
-Rozluźnij się. Nie stresuj się. Jeśli spadniesz złapię Cię-poradziłem i stanąłem przed pniem drzewa. Widziałem, że się rozluźnia. Rozkłada skrzydła i ...
<Nike dokończysz?>

Od Nike- Alphy Prim watahy Złotej Iskry

Dziś przyszli do nas goście. Były to szczeniaki z watahy Mrocznego Serca. Moja mama i alpha tej watahy Sara spotkały się razem w szkole dla alph, do której niebawem zacznę uczęszczać. Były przyjaciółkami, więc po latach moja mama zaprosiła Ortanusa, Ephirę i Tikiye do nas, by zobaczyli jak mieszkamy i czym się zajmujemy.
- Witajcie. - powitałam ich rozpromieniona.
- Cześć. - odpowiedzieli kolejno.
- Mam na imię Nike i jestem alphą prim tej watahy. To jest moja młodsza siostra - Soraja. Obok niej stoi Walter, mój - zrobiłam pauzę i spojrzałam na niego. - dobry przyjaciel. Za nim jest Miru, syn bet i Jula.
- Miło poznać. - odezwał się jeden z wilków. - Ja jestem Ortanus, a to moje dwie siostry Tikiya i Ephira.
- Nam również miło was poznać. - odezwałam się nieco żywiej. To co, może mały spacerek? Tak na zapoznanie? - więc przeszliśmy się kawałek aż do polany, na której cała nasza paczka się zatrzymała.
Jula szybko nawiązała kontakt z dwoma nowymi wilczycami, a mała Soraja zaczęła sie chwalić tym co potrafi. Miru i Walter siedzieli wraz z Ortanusam, ale potem Waltera zawołała matka, na polowanie i musiał iść. Miru zagadywał co jakiś czas do nowych i Juli. Wszystko się kręciło. Ja zaczęłam rozmawiać z Ortanusem. Kiedy Walter odchodził popatrzył na mnie z lekkim wyrzutem. Na serio nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Przelecimy się gdzieś? - spytał Ortanus, a ja zarumieniłam się ze wstydu jak burka.
- Wiesz... ja... ja... Nie umiem latać. - zrobiłam smutną minę.
- Jak to nie? - spytał zadziwiony.
- Zwyczajnie, im bardziej się staram tym większe porażki odnoszę
- Popatrz to się robi tak. - zaczął mnie pouczać i prawie odbiłam się od ziemi. Za którymś razem z rzędu wzleciałam na kilka centymetrów, ale zawiał wiatr i mnie przewrócił. Upadają wpadłam wprost na Orantusa.
- Sorry... - było mi głupio.
- Nic się nie stało. - uśmiechnął się miło i odrzuciła nosem moją grzywkę która przykryła jego pyszczek.
Było świetnie, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzą.

wtorek, 18 czerwca 2013

Od Aiszy

Pewnego razu poszłam przejść się po terenie naszej watahy. Spotkałam Ortanusa.
- Cześć! Co robisz?- zagadałam do niego.
- Hej Aisza. Patrze na chmury. Znaczy jedną chmurę, wygląda jak wilk.- odpowiedział mi.
- Super. Mogę z tobą?-zapytałam.
- Oczywiście. Jak myślisz wygląda to na wilka?- zapytał Ortanus.
- No rzeczywiście. Wygląda trochę jak twoja matka. powiedziałam z uśmiechem.
- No.- zaśmiał się.
 Teraz tak leżeliśmy i śmialiśmy się pod cieniem drzewa. Wkońcu zaszedło słońce i wyjrzał księżyc. Był wielki i jasny, a jego światło  rozproszyło ciemność.
 Ortanus? Dokończysz?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Od Cynamona (Ortanusa)

Tak! Już! Suuper! Wkońcu urosły mi skrzydła! Moje dawne futro też stało się inne. Ale za to będę mógł latać. Nie chcę się nazywać cynamon. Od teraz chcę mieć na imię Ortanus! To imię bardziej do mnie pasuje. Imię "Cynamon" jest dla małych dzieci. Pasowało do mojego futerka. Teraz mam zupełnie inny wygląd.


                        

sobota, 1 czerwca 2013

Od Daiki

Gdy Sara powiedziała mi że Cynamonowi rosną skrzydła to pomyślałam że to był dobry wybór że wybrała go żeby w przyszłości został przywódcą. Byłam bardzo szczęśliwa że Sara jest radosna. Życzę Ephi'rze powodzenia w nauce latania dla Cynamona . :)