Dziś przyszli do nas goście. Były to szczeniaki z watahy Mrocznego
Serca. Moja mama i alpha tej watahy Sara spotkały się razem w szkole dla
alph, do której niebawem zacznę uczęszczać. Były przyjaciółkami, więc
po latach moja mama zaprosiła Ortanusa, Ephirę i Tikiye do nas, by
zobaczyli jak mieszkamy i czym się zajmujemy.
- Witajcie. - powitałam ich rozpromieniona.
- Cześć. - odpowiedzieli kolejno.
- Mam na imię Nike i jestem alphą prim tej watahy. To jest moja młodsza
siostra - Soraja. Obok niej stoi Walter, mój - zrobiłam pauzę i
spojrzałam na niego. - dobry przyjaciel. Za nim jest Miru, syn bet i
Jula.
- Miło poznać. - odezwał się jeden z wilków. - Ja jestem Ortanus, a to moje dwie siostry Tikiya i Ephira.
- Nam również miło was poznać. - odezwałam się nieco żywiej. To co, może
mały spacerek? Tak na zapoznanie? - więc przeszliśmy się kawałek aż do
polany, na której cała nasza paczka się zatrzymała.
Jula szybko nawiązała kontakt z dwoma nowymi wilczycami, a
mała Soraja zaczęła sie chwalić tym co potrafi. Miru i Walter siedzieli
wraz z Ortanusam, ale potem Waltera zawołała matka, na polowanie i
musiał iść. Miru zagadywał co jakiś czas do nowych i Juli. Wszystko się
kręciło. Ja zaczęłam rozmawiać z Ortanusem. Kiedy Walter odchodził
popatrzył na mnie z lekkim wyrzutem. Na serio nie wiedziałam o co mu
chodzi.
- Przelecimy się gdzieś? - spytał Ortanus, a ja zarumieniłam się ze wstydu jak burka.
- Wiesz... ja... ja... Nie umiem latać. - zrobiłam smutną minę.
- Jak to nie? - spytał zadziwiony.
- Zwyczajnie, im bardziej się staram tym większe porażki odnoszę
- Popatrz to się robi tak. - zaczął mnie pouczać i prawie odbiłam się od
ziemi. Za którymś razem z rzędu wzleciałam na kilka centymetrów, ale
zawiał wiatr i mnie przewrócił. Upadają wpadłam wprost na Orantusa.
- Sorry... - było mi głupio.
- Nic się nie stało. - uśmiechnął się miło i odrzuciła nosem moją grzywkę która przykryła jego pyszczek.
Było świetnie, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz