czwartek, 11 lipca 2013

Od Arii

Rano z Ortanusem zaczęliśmy się doskonale bawić. "Mądrzyłam" się na temat tego, co lubią dziewczyny, a on dopowiadał do moich słów zabawne zakończenia.
- Wiesz... dziewczyny lubią czułość i takie tam drobiazgi. Na przykład jak się je obejmie i przytuli. - powiedziałam, a Ortanus na żarty przysunął mnie do siebie i przytulił. - oboje się roześmialiśmy. - Albo jakieś drobiazgi... to sprawia radość. - potem poszliśmy nad wodę, gdzie zaczęliśmy się chlapać i śmiać. Ortanus na końcu dał mi różę, za pomoc. Był już wieczór...
- Dziękuje ci za wszystko... - powiedział i usiadł obok mnie. Wiedziałam, ze nie mogę... że nie powinnam, że to zakazane. Ale nigdy jeszcze w nikim się nie zakochałam tak mocno... tak prawdziwie. Zwykle bałam się innych wilków, a przy Ortanusie czułam się tak dobrze...
- Ortanus... ja przepraszam, mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale zwyczajnie nie mogę się powstrzymać.
- Za co? - spytał zdziwiony.
- Za to. - przysunęłam się bliżej i pocałowałam go. Myślałam, że mnie odepchnie... albo odskoczy, ale nie. On nachylił się i poddał mojemu pocałunkowi. - Jesteś kimś naprawdę wyjątkowym. - wyszeptałam.
- Nie powinniśmy. - powiedział skołowany, choć miałam wrażenie, ze to mu się podoba.
- Nie zrobiłabym tego, gdybyś miał dziewczynę lub partnerkę, ale ja... ja po prostu nie mogłam. - on uśmiechnął się, podszedł bliżej i ucałował mnie w policzek. Był taki... och! Przystojny, mądry, miły, zabawny, czarujący i... gdyby ktoś dał mi kartkę, przez całe wieki nie mogłabym wypisać wszystkich jego zalet. To po prostu był Ortanus.
Najbardziej czarujący basior na świecie! - Dlaczego oddałeś pocałunek? - spytałam.

<Ortanus?>

Od Ortanusa cd Arii

Gdy Aria mnie pocałowała stałem skołowany. Kochałem Nike.
-Wybacz, ale mam już swoją lubą-wytłumaczyłem- ale nawet nie wiem czy ona mnie zechce...
-Widzę, że potrzebujesz pomocy specjalisty.-odpowiedziała z uśmiechem.- Czyli dziewczyny!
-Może jutro? Już się ściemnia...-powiedziałem zaspany.
-Dobrze.- zaśmiała się. Poszliśmy razem w ciszy do jaskiń. Długo nie potrafiłem zasnąć mimo mojego wcześniejszego zmęczenia. Długo myślałem o Nike i co zrobić by nas do siebie zbliżyć. Jutro zrobię jej niespodziankę. Nie wiem jeszcze jaką, ale może Aria mi pomoże. Teraz bez problemu zasnąłem śniąc o Nike.

<Aria? Jakieś porady?>

Od wilczycy Arii

Dziś wybrałam się do watahy, którą poznałam niedawno. Zobaczyłam tam kilka ciekawych wilków, z którymi wyśmienicie mi się rozmawiało.
- Witaj. - odezwał się ktoś, a ja się odwróciłam. - Jestem Ortanus.
- Cześć. - byłam szczęśliwa. - Nazywam się Aria.
- Chcesz się przelecieć? - zaproponował, a ja przytaknęłam. Lataliśmy długo. Opowiadał mi o sobie, a otem spytał, czy ja opowiem mu coś o mojej skromnej osobie. Wtedy zniżyłam lot i wylądowałam. - Coś nie tak? - spytał.
- Nie tylko... Ja... Bo wiesz... Nie mam ciekawego życia. Mojego ojca zabiła choroba. Patrzyłam jak umiera, jak co dnia staje się słabszy. Potam zostałam sama z mamą i moimi braćmi. Feliksem i Scotem. Naszą mamę zabił myśliwy pewnego zimowego poranka. Feliks został potrącony przez takie metalowe coś, co ludzie nazywają autem. A Scot... mój kochany braciszek... Złapano go kilka tygodni temu i tyle o nim słyszałam. - po policzku spłynęła mi łza.
- Ej... nie płacz. - Ortanus usiadł obok i otulił mnie skrzydłem. - To straszne. - powiedział.
- Będę mogła tu jeszcze kiedyś przyjść? - spytałam.
- Oczywiście czuj się jak w domu.
- Dziękuje...
- Za co? - spytał.
- Dzięki tobie pierwszy raz się uśmiechnęłam od nie pamiętam kiedy. - pocałowałam go w policzek. - Dziękuje. - ostatni raz go przytuliłam i odleciałam. Wiem, że jutro też tu przyjdę.



Ogłoszenia

Dzisiaj odwiedzi nas pewna wilczyca, Aria. Będzie naszym gościem.






imię: Aria
płeć: Wadera
wiek: 1 rok
zdolności: włada wodą




                                                                                                Pozdrawiam,
                                                                                                 Alpha Sara

poniedziałek, 8 lipca 2013

Od Ortanusa - ze szkoły dla Alph

         -Co zrobimy? Za tydzień koniec szkoły.-zapytała Nike.
-Ten czas tak szybko minął. Myślałem, że nie będziemy umieli doczekać się końca, a tu co?- trochę zrzedł mi uśmiech- Będziemy się dalej spotykać?
-Jeśli będę miała czas to tak.-odpowiedziała z namysłem.
-Dziękuję.- pocałowałem Nike. Teraz nie sprawiało mi to większej trudności. Było to przyjemne.- Przed wyjściem do szkoły na naszym terenie znalazłem nowe wspaniałe miejsca. Może kiedyś pójdziemy tam razem?
-Bardzo chętnie.-odpowiedziała Nike z uśmiechem i na chwilę przestaliśmy tańczyć.
-Może chce dama się czegoś napić?-zaproponowałem z ukłonem.
-Bardzo chętnie.- Nike nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Mnie też on za chwilę dopadł i tak doszliśmy do Laguny Zakochanych. Usiedliśmy na brzegu.
-Uwielbiam to miejsce.-powiedziała Nike wtulając się w moje futro.
-Ja też. Jest takie magiczne.-odpowiedziałem patrząc zauroczony na Nike. Siedzieliśmy wtuleni w siebie jeszcze kwadrans. Później musieliśmy wracać, ponieważ zabawa się kończyła. Lecieliśmy wolno, lecz chwilę później byliśmy już pod pokojem Nike.
-Dobranoc.-powiedziałem i pocałowałem ją.
-Dobranoc.-odwzajemniła się Nike

Od Nike - ze szkły dla Alph

          Mój pobyt w szkole dla Alph dobiegał końca. Dziś wieczorem odbywał się bal, na który poszłam z Ortanusem. Po ostatnich wyznaniach byłam skołowana. Jego słowa... były takie realne, a mimo to trudno było mi w nie uwierzyć.
         Chciałam, alby dzisiejszy wieczór był wyjątkowy. Ostatnio przeszłam metamorfozę związaną z dorastaniem. Moje skrzydła za sprawą magii stały się podobne do skrzydeł elfa, ale mimo to nadal potrafiłam latać z zawrotną prędkością. Zapuściłam grzywkę... Ogólnie bardzo się zmieniłam. Moje dziecięce, różowe futro stało się teraz liliowe.
         Zaczął się bal. Kiedy stanęłam na łące, na której się odbywał zaraz przyszedł do mnie Ortanus i podarował mi piękną różę, obwiązaną czerwoną wstęgą.
- Wyglądasz cudownie. - wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się. - Mogę panią porwać do tańca? - zażartował i w taki oto sposób zaczęliśmy tańczyć.
- Ortanus... ja dużo myślałam nad tym co mówiłeś i podjęłam decyzję...
- Ci... - położył mi łapę na ustach. - Zanim coś powiesz... - i pocałował mnie. Poczułam przyjemne ciepło i w głębi duszy wiedziałam, że czuje je już nie pierwszy raz. Spojrzałam na niego. Był nieco speszony, ale i widać - jednocześnie dumny. - Mogę znać twoją odpowiedź... teraz jestem już gotowy. - uśmiechnął się blado. Uśmiechnęłam się również. - Czy ten uśmiech znaczy, że czujesz to samo do mnie, co ja do ciebie? - nie odpowiedziałam nic, tylko odwzajemniłam pocałunek, który zadawał się trwać wiecznie. - Uznaje to jako tak...
- Tak, mój głuptasku... - tańczyliśmy jeszcze długo. Aż w końcu o coś zapytałam. - Co zrobimy? Za tydzień koniec szkoły.

<Ortanus?>

Od Ortanusa - ze szkoły dla Alph

-Nike ja...- uśmiechnąłem się i pocałowałem Nike.- Nike ja Cię kocham...
Stanęła jak zamurowana.
-Przepraszam...-odpowiedziałem zwisając głowę.-Nie wiem jak to się stało.
Nike zaczęła powoli się rozluźniać.
-Ty mnie kochasz?- zapytała.
-Tak. Jesteś piękna jak ta laguna. Taka miła i serdeczna.-odpowiedziałem na zadane mi pytanie.
-Ortanusa ja...-zaczęła się trochę jąkać.- Ja jeszcze muszę to przemyśleć.
-Wiem. To będzie Twoje życie i musisz wszystko dobrze przemyśleć.-nie zdziwiło mnie to co powiedziała.-A teraz już chodź. Zbliża się wpół do dziesiątej. Musimy wracać.
I polecieliśmy razem do szkoły.
-Nike ja...- uśmiechnąłem się i pocałowałem Nike.- Nike ja Cię kocham...
Stanęła jak zamurowana.
-Przepraszam...-odpowiedziałem zwisając głowę.-Nie wiem jak to się stało.
Nike zaczęła powoli się rozluźniać.
-Ty mnie kochasz?- zapytała.
-Tak. Jesteś piękna jak ta laguna. Taka miła i serdeczna.-odpowiedziałem na zadane mi pytanie.
-Ortanusa ja...-zaczęła się trochę jąkać.- Ja jeszcze muszę to przemyśleć.
-Wiem. To będzie Twoje życie i musisz wszystko dobrze przemyśleć.-nie zdziwiło mnie to co powiedziała.-A teraz już chodź. Zbliża się wpół do dziesiątej. Musimy wracać.
I polecieliśmy razem do szkoły.

Od Nike - ze szkóly dla Alph

        Laguna Zakochanych była cudowna. Patrzyłam na Ortanusa. Uśmiechał się co chwilę spoglądając na mnie. Wodza byłą cudowna. Wzbiłam się nieco w górę i zanurkowałam. Ortanus zrobił to samo. Długo chlapaliśmy się w ciepłej wodzie. Było nam tak... przyjemnie.
          Nagle spojrzałam na niego. Coś mi się przypomniało.
- Ortanus... za kilka tygodni koniec szkoły. Co zrobimy?
- Teraz o tym nie myśl. - uśmiechnął się, a ja go ochlapałam cieplusią wodą. - O ty! - krzykną i oddał mi. Długo się tak bawiliśmy. W końcu nawet nie wiem kiedy walnęliśmy się nosami.
- Sorry. - wykrztusiłam patrząc w jego oczy znajdujące się zaledwie kilka centymetrów od moich.
- Nike ja... - uśmiechnął się i...

<Ortanus?>

Od Ortanusa- ze Szkoły dla Alph


http://www.kwiatki.org/kwiaty/kwiaty-wodospad-skaly.jpeg          Kazałem Nike zamknąć oczy
i poprowadziłem ją w "tajemnicze" miejsce. Po chwili powiedziałem jej aby otworzyła oczy. Gdy tak zrobiła ujrzała piękną lagunę z wodospadem. Woda była turkusowa. Nad wodospadem rozciągał się łan różowych bzów. Głazy były porośnięte mchem co wyglądało bardzo pięknie. Kolorowe rybki dodawały lagunie uroku.
-Gdy tu przychodzę myślę o Tobie.-zarumieniłem się i spojrzałem Nike prosto w oczy.
-To miejsce jest po prostu jak z bajki.-powiedziała zapatrzona w kwiaty bzu.-Jak nazywa się ta laguna?
-Laguna Zakochanych. Zna to miejsce tylko kilka wilków, więc nie ma tu tłoku.-odpowiedziałem jeszcze bardziej się rumieniąc.
-Dzięki, że pokazałeś mi to miejsce.
-Nie ma za co. Dla Ciebie zrobię wszystko.- ostatnie zdanie wypowiedziałem po cichu.

<Nike?>

Od Nike- ze Szkoły dla Alph

         Ortanus podleciał do mnie i spytał, czy idę z nim na bal.
- Ja... wiesz... chętnie. - jąkałam się.
- To świetnie. Polecisz gdzieś ze mną? Chciałem ci coś pokazać.
- Ale się ściemnia... Będą nas szukać.
- Jest dopiero szósta. Nie będą. Godzina policyjna jest dopiero od 22. Mamy czas. To lecisz? Nie daj się prosić!
- Prowadź. - powiedziałam, a zadowolony Ortanus poleciał przodem. Wylądowaliśmy na małej polanie.
- Zamknij oczy. - powiedział stając obok i prowadząc mnie "gdzieś" żebym się nie zgubiła. - Możesz je otworzyć...

<Ortanus?>

Od Ortanusa- ze Szkoły dla Alph



         Jutro jest bal, a ja nadal nie wiem z kim na niego pójść. W naszej klasie jest wiele wilczyc, lecz żadna nie przypadła mi do gustu. Moja siostra Ephira chce iść z Ifusem, lecz on już idzie z kimś innym. Ja pomyślę nad tym później. Wyszedłem na polanę, by poćwiczyć technikę oraz szybkość lotu. Właśnie miałem wystartować, gdy zobaczyłem Nike, która leci z bardzo dużą prędkością. Podleciałem do niej i zagadałem:
-Cześć Nike! Leciałaś bardzo szybko.- chciałem jej powiedzieć, że chcę z nią iść na bal, lecz nie wiedziałem jak to zrobić.
-Dzięki...-odpowiedziała.
-Eee...Nike?-próbowałem coś powiedzieć, lecz słowa nie chciały mi przejść przez gardło.- Masz już partnera na jutrzejszy bal?

<Nike? Chcesz iść ze mną na bal?>

Od Nike- ze Szkoły dla Alph

      Sytuacja całkiem się odwróciła. Teraz rozmawiam tylko z Sorają, która ma świetne wyniki w nauce. Ortanus i Regen zaczynają mnie unikać, co jest na swój sposób męczące. Dziś rano postanowiłam sprawdzić, czy nadal umiem latać. Poszła ze mną pani Zefir, żeby mnie przypilnować. Ponoć kluczem do moich zdolności są emocje. To był dobry dzień... Byłam zła, że tata gdzieś przepadł i na dodatek wszyscy mnie ignorowali.
- Tylko spokojnie. - powiedziała pani Zefir stając za mną.
- Dobrze. - odrzekłam pewniej siebie.
- Powoli, jestem za tobą.
- Wiem. - burknęłam zła.
- Najpierw wystartuj z miejsca. - byłam nad skarpą, a ta kazała skakać mi w miejscu. Bezsens... Ciągle coś do mnie mówiła, jak ułożyć skrzydła, jak się wzbić. Miałam tego dosyć. Czułam jakiś dziwny żar w sercu.
- Dosyć! - krzyknęłam w powietrze i pobiegłam nad skarpę, najszybciej jak umiałam.
- Nike stój! - krzyczała p.Zefir, ale nie posłuchałam. Skoczyłam w dół i poczułam jak moje skrzydła płoną na niebiesko. Nie parzyło mnie to, ogień był zimny. Rozłożyłam skrzydła i poczułam wiatr. Machnęłam nimi i w sekundę znalazłam się pięć kilometrów dalej. Rozłożyłam skrzydła i zawisłam w powietrzu.
- To coś niesłychanego! - krzyczała pani Zefir. - Nigdy nie trafił mi się uczeń z taką zdolnością. Ifus jest najzwinniejszy w grupie, a Ortanus najszybszy. Ale ty to coś niesłychanego. To nie możliwe! Nikt tak szybko nie lata! I ten ogień. Trzeb to wyjaśnić! Jestem pod wrażeniem. A teraz leć, dasz sobie rady.
- Dobrze - odparłam i ruszyłam przed siebie. Za jednym ruchem skrzydeł potrafiłam dolecieć gdzie chciałam. To coś świetnego... szkoda, że nikt mnie nie widzi.

środa, 3 lipca 2013

Od Regena- ze Szkoły dla Alph

-A , Nike , i jeszcze jedno : jutro zajęcia są od 9:00 , jakby coś . – powiedziałem wychodząc z sali.
-Aha….A czy ja nadal umiem latać? – zapytała Nike.
-To się okaże jutro. A jak nie, to ja i Regen Ci pomożemy. – odparł Ortanus.
-To Wy się przyjaźnicie? – spytała.
-Tak , ale od niedawna . – odparłem.
-Chłopcy, wyjdźcie już . – ponagliła nas Pielęgniarka, a za drzwiami słyszałem , że rozmawia z Nike i Sorają.
 
<Nike? Soraja?>

Od Nike - ze szkoły dla Alph

          Pielęgniarki wyszły i przyszli chłopcy.
- Jak się czujesz? - wyskoczyli jednocześnie.
- Chwila moment... Ja umiem latać?
- Tak. - odparł Ortanus.
- Kto mnie tego nauczył...
- To długa historia... ale wiesz, trochę ci pomogłem.
- Pocałowałam cię? - nadal nie mogłam uwierzyć, ze to zrobiłam.
- Tak, a ja ciebie...
- Skąd mam lilijkę we włosach?
- Od mnie. - ciągną Ortanus.
- Ty! - zwróciłam się do Regena. - Ty mnie...
- Tak dwa razy.
- I nie dostałeś za to?!
- Sam się dziwię. - odparł Regen.
- Ja... nic nie pamiętam. Łzy stanęły w mi w oczach. - Czy ja chodzę z którymś z was.
- Nie. - odpowiedzieli jednocześnie, a ja odetchnęłam z ulgą. To byłoby straszne mień chłopaka i nie pamiętać czy się go kocha. Nagle do sali wparowała Soraja.
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam zdumiona. - Gdzie mama?
- Mama musiała iść zająć się watahą, kazała cię pozdrowić i uściskać. - mała przytuliła mnie. - A ja od jutra zaczynam lekcje!
- Chłopaki... ja na serio nie wiem o co chodzi, dzięki za odwiedziny, ale muszę pobyć z siostrą. Spotkamy się na zajęciach. - oboje wyszli bez słowa.

<Chłopaki?>

Od Ortanusa- ze Szkoły dla Alph

- Ech... To wszystko mnie przerosło.-Westchnąłem.- Wiesz ona Cię kocha. I możemy być kolegami, a nawet przyjaciółmi.
- Dzięki. To jej wybór.- podziękował i odpowiedział smutno.- Ona już Ciebie wybrała...
-Jeszcze nie. Kocham ją, lecz nie umiem jej tego wyznać.- odpowiedziałem.- Lecz ty jeszcze masz szansę.
Widziałem jak zaświeciły mu się oczy.
-Byłeś pierwszy.-ciągnąłem dalej.-Powiedz jej że ty ją nauczyłeś latać.
- Ale będzie trzeba nauczyć ją jeszcze raz! A ja nie wiem jak!- wyznał z żalem.
- Może sobie kiedyś przypomni wszystko? W naszej watasze był kiedyś taki wilk, który miał amnezję. Później gdzieś się uderzył( nie pamiętam już gdzie) i odzyskał dawną pamięć.-opowiedziałem.- Może i Nike tak będzie mieć?
Nagle podeszła do nas P. Zephira oraz pielęgniarka.

<Regen? Nike?>

Od Regena- ze Szkoły dla Alph

          Ja i Ortanus popatrzyliśmy najpierw na siebie , a potem na Nike .
-Eee…..No tak . Nauczyłaś się latać, pocałowałaś Ortanusa, a on Ciebie, ja też się pocałowałem i się o Ciebie pobiliśmy . – wyjaśniłem .
-Co? Ja umiem latać? – zapytała zdziwiona Nike. Kątem oka zauważyłem, że Pani Zefira patrzy zszokowana na mnie i na Ortanusa .
-Chłopcy… Wyjdźcie na chwilę . Muszę porozmawiać z Nike . Zaraz się wami zajmę . – powiedziała Pani pielęgniarka .
-Wolałbym zostać. – powiedział Ort.
-Czy to konieczne? – zapytałem.
-Tak . Proszę wyjść . – i obydwaj , niechętnie wyszliśmy na dwór .
-Ortanus…. Może pogódźmy się? Ze względu na Nike…- zaproponowałem .
-Żartujesz sobie? Po tym wszystkim , co zrobiłeś mi i jej? Zapomnij . Poza tym , ona już wybrała mnie . Jeśli naprawdę ją kochasz , to zapomnij o niej . – odpowiedział .
-Wiem , że Ciebie wybrała . Ale mimo wszystko , chyba mogę się z nią przyjaźnić i nie musimy się bić? – zapytałem.
 

Od Nike - ze szkoły dla Alph


         Regen mnie pocałował, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Tego było za dużo...
- Regen ja...Nie rób tak więcej.
- Jak? - zapytał ze swoim złośliwym uśmieszkiem, który zawsze lubiłam i znów mnie pocałował. Tym razem mocniej, namiętniej. Odskoczyłam od niego jak oparzona.
- Mówiłam, żebyś przestał. - chciałam, żeby mój głos przypominał krzyk, ale nie udało się. Nie mogłam.... wydusić z siebie nic. Na nieszczęście Regena całą akcję widział Ortanus. Doskoczył on szybko do nas i stanął po między mną, a Regenem.
- Nie słyszałeś! Zostaw ją! - krzykną Ortanus i znów popchną Regena. Ten był już na to gotowy i tylko zachwiał się na łapach, nie zmieniając swojej pozycji.
- Może niech sama zdecyduje! - wrzasnął Regen i rzucił się na Ortanusa. Ten powalił go na ziemię, jednak nie na długo.
- Przestańcie! Już! Dosyć! - okładali się, a ja nie wiedziałam co robić. - Dobra! Zabijajcie się ale beze mnie! - jak dobrze, że Ortanus nauczył mnie latać. Wzbiłam się w powietrze, w momencie, gdy tamci kończyli walkę.
- Jest burza! Nie leć! - krzyknął któryś z nich, ale już nie wiem który. Wzbiłam się wysoko, chciałam polecieć do domu. Odpocząć od nich i od szkoły.
          Nagle zerwał się mocniejszy wiatr i rzucił mną w powietrze, a potem wygiął skrzydła i z kretesem spadłam na ziemię.
- Gdzie... gdzie ja jestem. - ocknęła się w dziwnym pomieszczeniu.
- Jesteś w szpitalu kochana. - patrzyły na mnie błękitne oczy, należące do jakiejś białej wilczycy.
- Gdzie rodzice... gdzie Soraja? Moja... moja siostra.
-Jesteś w szkole dla Alph.
- Dla Alph... a pamiętam. Czy dziś jest piątek?
- Nie kochana... wtorek.
- Pierwsza pełnia?
- Druga. - odparła wilczyca. Potem odwróciła się do nauczycieli stojących za nią i powiedziała kilka słów. - Podejrzewam uraz głowy. Nike nie pamięta nic z przed ostatniego tygodnia. Jej ostatnie wspomnienie to pietrwszy dzień w szkole dla Alph. Potem pustka... pamięć może wrócić, ale nie koniecznie.
- Nike! - do łóżka dopadł Ortanus i Regen.
- Co się wam stało? - spytałam widząc ich podbite oczy i wielkie lima na ciele.
- Nie pamiętasz? - spytał Regen.
- Pobiłam was? - nie wiedziałam co się dzieje.
- Co pamiętasz...? - spytał Ortanus.
- Jak poszliśmy się zapisać.... mam pokój 13. A było coś potem?

<Ortanus, Regen?>

Od Regena- ze Szkoły dla Alph

          Spojrzałem na nią…..Wiedziałem , że i tak już wybrała Ortanusa – i to była dla mnie cios prosto w serce – ale…..Nie mogłem się powstrzymać . Zawszę będę coś do niej czuł . Podszedłem nieco bliżej i…Pocałowałem ją . Nike patrzyła na mnie , zszokowana . 
 
<Nike?>

Od Nike- ze Szkoły dl Alph

          Najpierw rozmawiał ze mną If... Przyznam, że miałam do niego sentyment, bo gdy byłam młodsza nawet mi się podobał. Było to tylko zauroczenie na jeden dzień, ale mimo tego potrafiłam od tej pory rozmawiać z nim na wiele tematów. Wstawił się za Regenem. Potem Reg, wyszedł za ściany, a Ifus odszedł. Regen zaczął mi się tłumaczyć. Zjawił się Ortanus.
- Zostaw ją! - warknął gotowy zabić Regena wzrokiem.
- Ortanus... pozwól, że zdecyduje, czy z nim porozmawiać. Idź na razie... proszę. - Ortanus odszedł, a Reg zaczął mnie przepraszać.
- Przyjmiesz przeprosiny? - powiedział kończąc przeprosiny. Spojrzałam na niego.
- Uderzyłeś Sashę prawda?
- Tak ale...
- Powinieneś ją przeprosić, jak kolwiek to nie wyglądało.
- Obraziła cię!
- A czy wilk powinien uderzyć dziewczynę? Nie...
- Ale... - Reg znów zaczynał.
- A mnie też byś uderzył?! - trochę się zdenerwowałam. Dziewczyny ni kwiatkiem!
- Ty to co innego.
- Też jestem dziewczyną. Okej, nie gniewam się. Ale nie przeginaj okej? - zrobiłam grymaśną minę.
- Okej. Nike ja chciałem... - spojrzał na mnie i...

<Regen?>

Od Regena – Ze szkoły dla Alph


-Nienawidzę Cię!!!!!!! Przez Ciebie , moja przyjaźń skończona!!!!!!! – wydarłem się na Sashę , i krzyknąłem do reszty grupy :
-Patrzcie! Nike umie latać! – i pokazałem im szybujących Ortanusa i Niko . A następnie , dałem Sashy z liścia i uciekłem . Zamknąłem się w swoim pokoju . Nike mnie nienawidzi . Nigdy mi nie wybaczy , a Ortanus traktuje mnie jak śmiecia . Super! Czuję się jak wygnaniec. Nie! Tylko nie płacz! Nie teraz! Nie ja! Nie! Ale tama puściła . Potok łez zaczął kapać na ziemię . Nagle , usłyszałem dzwonek i krzyk Ilivii :
-Regen się kocha w Nike! Regen się kocha w Nike! – nie obchodziło mnie to . Usłyszałem pukanie do drzwi .
-Kto tam? – zapytałem .
-To ja , Ifus . - odparł .
-Wejdź . – mruknąłem i szybko otarłem łzy , ale i tak nie potrafiłem ich powstrzymać . If wszedł i zamknął drzwi .
-Ej , młody…..Spokojnie . Przecież nic się nie stało…Nike ci wybaczy . – powiedział .
-Wcale nie! Teraz mnie nienawidzi! Ortanus traktuje mnie jak śmiecia …..If , czuję się jak wygnaniec! Chcę odejść z tej szkoły! – jęknąłem .
-Co?! Reg , no co ty! Nie możesz! Pomyśl o rodzicach….
-Słuchaj , ja kocham Nike . Ale ona woli Ortanusa . To dzięki niemu lata . Ja ją tylko ośmieszyłem . Teraz , ona nie chce mnie znać . Rodzice będą zawiedzeni…
-Daj spokój!
-Ta Sasha….To zdrajczynia!
-Nieźle ją załatwiłeś .
-Gdyby to nie była wadera , to bym uderzył mocniej .
-Słuchaj….Mam pomysł . Chodźmy do Nike i Ortanusa , co?
-Nie! Oni nie chcą mnie znać! A ja nie chcę znać Sashy i Ortanusa…
-Idziemy! – brat siłą wyciągnął mnie na plac . Słyszałem , jak rozmawiał z Nike , a potem… Wyszedłem zza ściany .
-Nike…. Wiem , że mnie nienawidzisz i nie chcesz mnie znać , i że to co zrobiłem jest
niewybaczalne, ale…. Nie sobie nie poradzę bez naszej przyjaźni . Wiem , że to wszystko już skończone . Przepraszam . Naprawdę wiele dla mnie znaczysz . – powiedziałem i chciałem się wycofać , ale….
<Nike?>

Od Nike - ze szkoły dla Alph


          - Ortanus ja... - zastanowiłam się chwilę. W ogóle nie wiedziałam jak mam zacząć. Tyle dla mnie zrobił, pocałowałam go on zrobił to samo... ale nie powiedział mi, że mu na mnie zależy, że mnie kocha, a ja nie byłam pewna swoich uczuć. Może to tylko zauroczenie...? I na dodatek wcale nie byliśmy razem. Nasza znajomość nadal tkwiła na przyjaźni. - Ja wtedy nie powinnam cię całować.
- Nic się nie stało...  
- Ortanus... - wstałam na łapy. - To wszystko za szybko... Ja tak nie potrafię. - w oczach stanęły mi łzy... byłam taka skołowana. A najgorsze było to, że odeszłam, a on nic nie powiedział. Stał jak wryty, nie starał się mnie zatrzymać. O jeju... jakie to trudne.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Od Ortanusa- Szkoła dla Alph

                  - No co ty Nike. Niegniewam się.-odparłem i odwzajemniłem pocałunek. Czułem się zarazem dziwnie jak i przepełniała mnie radość. Byłem zakochany. Jestem szczęśliwy gdy widzę Nike tak zadowoloną. Nie chciałem jej prowokować. Lecz to było konieczne. Do końca przerwy został jeszcze kwadrans. Położyliśmy się na polanie i rozmawialiśmy. O przyszłości... Przerwa dobiegła końca.Widziałem Sashę i Regena lecących razem do szkoły. Odleciałem na chwilę od Nike i przyniosłem jej piękną, różnokolorową lilię, którą wpięła sobie w grzywkę.
 



-Dziękuję.-odpowiedziała.-Jest bardzo piękna.
-Nie ma za co.-zarumieniłem się.-Dla ciebie mogę nawet zginąć.
 -Ortanus ja...

Od Nike- Szkoła dla Alph

     Ta nowa... Lyka mnie dobiła. Wymyśliła sobie berka powietrznego... no nie. Jeśli chodzi o teorię i przyswajanie wiedzy z lekcji - jestem najlepsza. Praca fizyczna wychodzi mi równie dobrze. Nauczyciele twierdzą, że mam silne, zdrowe skrzydła. To dla czego nie mogę latać?! Oni też tego nie wiedzą.
          Najgorzej jest na przerwach. Najczęściej siedzę z Ortanusem. Ostatnio zaczęła mnie wkurzać "przyjaciółka" Regena - Sasha. Z Regenem spędzam równie dużo czasu, ale ostatnio ta Sasha wszędzie za nim łazi. To męczące, tym bardziej, że od początku nie przypadłyśmy sobie do gustu.
          Zaczęło się na lekcji latania z Diablo. Kiedy inni latali na intensywnie ćwiczyłam. O mojej tajemnicy wiedzieli tylko Regen i Ortanus. Oficjalna wersja była taka, że podczas lotu zwichnęłam skrzydło... było w tym trochę prawdy bo kilka tygodni temu tak się stało, tyle, że nie leciałam, a spadłam. Z tego powodu miałam rzekomo rozgrzewać i naciągać skrzydła, a nie latać. Regen właśnie bawił się z Sashą (w powietrzu).
- Nike... czemu nie latasz? Jesteśmy dla ciebie za szybcy?! - zakpiła ze mnie Sasha. Chciałam jej coś powiedzieć, ale miała nade mną miażdżącą przewagę - latała. - No dalej Nike! Leć! Nie umiesz latać... co?
- Skąd wiesz? - palnął Regen.
- Na serio nie umie?! - krzyknęła Sasha. Ona nie miała zielonego pojęcia, że nie potrafię jeszcze wzbić się w powietrze. Tylko ze mnie kpiła, a Regen się wygadał. O nie! - Słyszeliście! - zaczęła się wydzierać Sasha w locie. - Nasza Nike nie umie oderwać tyłka od ziemi! Taki z niej oskrzydlony nielocik. - gdzieś w górze odezwały się śmiechy i chichoty.
- Nie prawda! - krzyknęłam z dołu.
- To dalej... leć! - znów krzyknęła Sasha. Poczekała chwilę, aż zarumienię się jeszcze bardziej ze wstydu. - Nie umie! Ha ha! - łzy napłynęły mi do oczu. Zaraz na ziemi pojawił się Regen.
- Ja nie chciałem... to tak wyszło. - zaczął się tłumaczyć.
- Dobrze się bawisz?! - krzyknęłam przez łzy. Stałam się pośmiewiskiem dla całej grupy. - Ortanus był dalej, dla tego właśnie zniżył lot, wylądował nieco dalej i szedł w naszą stronę.
- Nie rycz... no chodź. - Regen objął nie, ale wcale tego nie chciałam. Wiedziałam, że nie zrobił tego specjalnie, ale głupota jaką palnął była nie do wybaczenia. Przynajmniej nie wtedy.
- Odejdź. - warknęłam.
- Nike... - znów chciał mnie dotknąć.
- Zostaw! - odepchnęłam go, a ten przyszedł znów.
- No weź... - w tym samym momencie przybiegł Ortanus, złapał Regena i odrzucił w tył, tak, że tamten zatrzymał się trzy metru za mną.
- Powiedziała żebyś jej nie dotykał, to łapy przy sobie! - tak, niech oni się jeszcze pobiją! W zasadzie nie obchodziło mnie to. Pobiegłam przed siebie cała we łzach. To takie upokorzenie.
          Siedziałam pod rozłożystym dębem na skraju lasku przy akademii. Ortanus przyszedł i przytulił mnie mocno, a ja oparłam się o jego ramię i płakałam jak małe dziecko.
- Jestem beznadziejna!
- Ciii.... - uspokajał mnie. - Nic się nie stało.
- Nic! - krzyczałam. - Upokorzyła mnie przy całej kadrze. Teraz będę pośmiewiskiem. A wiesz co jest najgorsze... ?
- Tak...
- To, że myślałam, że choć jestem magiczna, a tu nic. Wyleczyłam rany Waltera łzami. A teraz ryczę i twoje zadrapanie na skrzydle nie znika. - doskoczyłam od Ortanusa i uderzyłam łapami w ziemię. Zaczęłam w nią kopać i drapać.Rozłożyłam skrzydła i zamachnęłam się nimi, a wtedy poczułam w sobie dziwny żar. Moje serce wręcz płonęło. Machnęłam znów skrzydłami i jakiś dziwny podmuch odrzucił mnie, tak, że upadłam na Ortanusa.Spojrzeliśmy po sobie.
- Już wiem! - krzykną jak oparzony.
- Co wiesz? - spytałam zdziwiona.
- Wiem czemu nie latasz!
- Oświeć mnie.
- Jesteś wilkiem o specyficznym i niezwykle rzadkim darze.
- Czyli... - nadal nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Twoja siła płynie z emocji. Kiedy się złościsz... wtedy jesteś niezwykle silna. Ten podmuch... to zrobiły twoje skrzydła! Uleczyłaś tego jak mu tam...
- Waltera. - wtrąciłam.
- Tak! Waltera, bo coś wtedy do niego czułaś... - tutaj miałam wrażenie, jakby Ortanusowi z pyszczka zszedł uśmiech, ale mówił dalej.- Teraz prawie powaliłaś drzewo, bo jesteś zła. Twoja magia wypływa z serca, z emocji. Ukierunkuj je w siłę. Przekieruj na skrzydła. Najlepsze do tego są sprzeczne uczucia.
- Tyle, że już się uspokoiłam. - znów klapa. Jeśli to co mówił Ortanus było prawdą oczywiście.
- Zaraz coś z tym zrobimy. - zaczął. - Najszczęśliwsza chwila twojego dzieciństwa?
- Kiedy urodziła mi się siostrzyczka - Soraja. - odpowiedziałam szybko.
- Co wtedy czułaś?
- Radość.
- Jak czułaś się w pierwszy dzień szkoły.
- Okropnie, nikogo nie znałam. - odpowiedziałam równie szybko. Czułam, że w moim sercu znów podsyca się dawny żar.
- Najszczęśliwsza chwila w szkole? - ciągnął Ortanus.
- Kiedy spotkałam ciebie i Regena, w pierwszy dzień. Cieszyłam się, ze nie jestem sama. - Ortanus uśmiechną się szczerze. Ale wiedział, że to było wciąż za mało. Wypalił z czymś co rozgrzało moją duszę do czerwoności.
- Jak czułaś się kiedy Regen cię wsypał, gdy Sasha się śmiała? - w moich oczach pojawił się żar, poczułam, że końcówki moich skrzydeł zaczynają płonąć niebieskim ogniem. Był zimny, nie spalał piór, ale był też straszny. - Jak się czułaś! - krzyknął Ortanus.
- Miałam ochotę ją zabić!
- A teraz złap mnie "oskrzydlony nielocie". - Ortanus celowo mnie sprowokował powtarzając słowa Sashy. Zaczął biegnąć przed siebie, a ja puściłam się za nim. Kiedy prawie go miałam on skręcił, rozłożył skrzydła, odbił się od kłody i poszybował niesiony prądem powietrza. Zrobiłam to samo.Skręciłam, wbiegłam na kłodę, odbiłam się od niej rozkładają skrzydła. Kiedy zawiał wiatr błękitny płomień z moich skrzydeł buchnął żarem i zgasł, a ja zawisłam w powietrzu. Machnęłam kilka razy skrzydłami i...
- Ortanus! - krzyknęłam, a ten zrobił zgrabny i szybki zwrot odwracając się do mnie. - JA LECĘ! - krzyczałam najbardziej szalenie jak tylko potrafiłam. Czułam tą siłę, te prężące się mięśnie, ten niesamowity wiatr w skrzydłach i to uczucie wolności.
- Udało ci się Nike! Udało. - krzykną Ortanus. Poszybowałam dalej, a on wciąż leciał przy mnie dbając o to, żeby w razie czego mnie łapać. - Lądujemy. - wydusił po kilkunastu minutach lotu.
- Nie, co ty! Nie teraz.
- Nike, nie jesteś do tego przyzwyczajona. Skrzydła muszą przywyknąć.
         Wylądowaliśmy na polanie. Ortanus zrobił to pierwszy, żebym wiedziała jak do tego podejść. I tak się przewróciłam, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Byłam taka SZCZĘŚLIWA.
- Udało się. - wydyszał zadowolony Ortanus. Podbiegłam do niego, szczęśliwa jak nigdy.
- Jesteś kochany, bez ciebie nic by się nie udało.
- Ja nic nie zrobiłem, to ty... - nie dałam mu skończyć, tylko rzuciłam się na szyję jak jakiś szczeniak.
- To najszczęśliwszy dzień mojego życia! Dziękuje! - wyszeptałam i sama nie wiem jak to się stało, bo ze szczęścia byłam prawie nieprzytomna, ale pocałowałam Ortanusa dosyć... y... głupie to było, ale namiętnie. Kiedy zobaczyłam co zrobiłam, było mi strasznie głupio. Zamiast się zarumienić zbladłam, uświadamiając sobie, że przed chwilą całowałam się z przyjacielem. Odsunęłam się nieco.
- Przepraszam. - zaczęłam się tłumaczyć. - Tak mi głupio, na serio nie wiem dlaczego to zrobiłam. - Ortanus spojrzał na mnie swoimi magnetycznymi oczami. Świetnie znałam ten wzrok. Zawsze tak na mnie patrzył, kiedy intensywnie myślał...

<Ortanus, gniewasz się?>

Od Regena -Szkoła dla Alph

        W szkole dla Alph jest extra! Prawie w ogóle nie tęsknię za rodzicami . Mam pokój numer 34 , na czwartym piętrze . W sekcji „Skrzydlatej” jest ze mną ośmioro szczeniąt . Zaprzyjaźniłem się z Sashą . Jest ode mnie starsza o 2 miesiące , ale traktuje mnie na równi . Każdą przerwę spędzam z Nike i Ortanusem . Często towarzyszy nas Sasha . Nie tylko ja się z nią zaprzyjaźniłem . Kiedy Nike nie ma w pobliżu, ja i Ortanus jesteśmy dosyć dobrymi kumplami , ale jeśli jest przy nas Nike, stajemy się rywalami . Naszą wychowawczynią jest Pani Zefira :
Jest miła , pomocna , konsekwentna i cierpliwa . Uczy naszej grupy historii skrzydlatych wilków . Najsurowszy nauczyciel , to Pan Dianlo , nauczyciel techniki lotu :
Jeśli na lekcji ktoś coś do kogoś choćby szepnie , to musi zostać na przerwie i 50 razy przepisywać na tablicy : Nie będę przeszkadzał/a na lekcji . A jeśli , ktoś nie uważa na lekcji , nie odrobił zadania lub „bawi się” na lekcji , to dostaje kijkiem w łapy . Z całej naszej grupy , doświadczył to tylko Ifus . Mówił potem , że to nie bolało , tylko było nie przyjemne . Natomiast Pan Diablo jest świetnym nauczycielem . Wszystko potrafi wytłumaczyć , i jest miły , jeśli my jesteśmy grzeczni na lekcji . W klasie , każdy siedzi w ławce sam . Ja siedzę w przedostatniej ławce w środkowym rzędzie , za mną siedzi Iliva , a przede mną – Alkivo . W ostatniej ławce pod ścianą siedzi Ifus , przed nim Ephira , i Nike . W pierwszej ławce pod oknem siedzi Ortanus , a za nim Sasha .  Na przerwach omijałem Ilivę , bo cały czas się wywyższała . Dziwne ,ale uczepiła się tylko mnie i Ephiry , która lata bardzo dobrze . Niektórzy nauczyciele skupiają się szczególnie na mnie , Ifusie , Alkivie i Nike . Na Ifusie dlatego , że wiedzą , że jest mistrzem powietrznych akrobacji , na mnie , bo jestem jego bratem , na Alkivo – bo jest asem przestworzy , a na Nike dlatego , że nie umie latać i chcą wiedzieć , czy uważała na lekcji . Dlatego nasza czwórka musi bardzo uważać na ich lekcjach .  A propo’s naszych nauczycieli : wszyscy mają skrzydła . Ja i Ortanus pocieszamy Nike , jak tylko możemy .  Dzisiaj , na lekcji Pani Zefiry , usłyszeliśmy pukanie do drzwi .
-Proszę . – powiedziała nasza wychowawczynią . W drzwiach stanęła wilczyca o takim wyglądzie :

I szczeniak o takim:

-O , witam Was! Szczeniaki , poznajcie nową koleżankę – Lykę! Pani Różo, zaraz przydzielimy Lyce jakiś pokoik i ławkę . Poradzimy sobie , nie Lyka? – zapytała P. Zefira .
-T-tak . – odparła, a wadera poszła .
-Lyko , usiądź za…Sashą . – powiedziała P. Zefira i pokazała nowej jej miejsce . Na przerwie , Lyka podeszłą do mnie , Nike , Ortanusa i Sashy niepewnie .
-Cześć….J-jestem Lyka….Nowa . Mam 9 miesięcy. -powiedziała .
-Miło mi . Ja jestem Regen , to moja najlepsza przyjaciółka Nike ,  Ortanus i przyjaciółka Sasha . – przedstawiłem się .
-To co? Berek w powietrzu? – zaproponowała .
-Eeee…..Jeszcze edize mnóstwo czasu na latanie . – odparłem szybko , więc tylko sobie rozmawialiśmy , podczas gdy If i Ephira bawili się w berka w powietrzu .

Od Ortanusa- Szkoła dla Alph

Znałem Regena z kolonii, gdy byliśmy jeszcze mali. Ja jeszcze wtedy nie miałem skrzydeł. Mieliśmy razem pokój. Na każdej lekcji dochodziło między nami do bójki, ponieważ on się droczył, że potrafi latać, a ja nie. Niestety znowu jesteśmy z razem w klasie. A co gorsze to on zna Nike. Gdyby mógł się czasem odczepić. Ale on jest taki zadziorny. Jeśli znowu mi podskoczy będę gotowy go zabić. Za te wszystkie lata. Dość już o nim. Tak jak powiedziałem poszedłem z nimi podpisać się na karcie. Regen chcąc zaimponować Nike podpisał się bardzo szybko. Widziałem jak puścił do niej oko. Ja podpisywałem się ostatni. Jego łapa w porównaniu z moją była o wiele mniejsza. Ja miałem numer jaskini 12 a on 34. Nike poszła rozpakować swoje rzeczy, a ja przechadzałem się po holu. Gdy tak chodziłem wpadł na mnie Regen.
- Nie zbliżaj się do niej! Nike jest moja!-warknął na mnie.
- Nike nie jest niczyją własnością. To ona wybierze swojego partnera.-powiedziałem bez żadnych komplikacji. Obróciłem się i zapukałem delikatnie do jaskini Nike.
- Kto tam?-zapytała Nike.
- To ja Ortanus.-odpowiedziałem.- Chciałem się zapytać czy...
- Cześć Nike to ja Regen .- wypowiedział te słowa z dumą.
- Chciałem się spytać czy nie pomóc Ci w rozpakowywaniu, bo za chwilę zaczyna się apel.
- Dzięki Ortanus.-odpowiedziała Nike.-Mógłbyś wynieść moją walizkę? Uwaga jest bardzo ciężka.
- Zostaw tę sprawę zawodowcom.-Regen mnie wyprzedził. Chciałem zobaczyć czy podniesie tą walizkę więc usiadłem obok Nike. Regen z trudem uniósł  walizkę. Podleciałem do niego i powiedziałem:
- Zostaw tę sprawę milszym.-bez trudu wziąłem walizkę i odłożyłem ją na wskazane miejsce przez Nike.-Pomóc Ci jeszcze w czymś Nike?
- Nie dzięki. Już skończyłam. Może pójdziemy razem na apel?-odpowiedziała.
-Z wielką chęcią.-odpowiedziałem. Regen poszed
ł za nami coś mamrocząc.