Sytuacja całkiem się odwróciła.
Teraz rozmawiam tylko z Sorają, która ma świetne wyniki w nauce. Ortanus
i Regen zaczynają mnie unikać, co jest na swój sposób męczące. Dziś
rano postanowiłam sprawdzić, czy nadal umiem latać. Poszła ze mną pani
Zefir, żeby mnie przypilnować. Ponoć kluczem do moich zdolności są
emocje. To był dobry dzień... Byłam zła, że tata gdzieś przepadł i na
dodatek wszyscy mnie ignorowali.
- Tylko spokojnie. - powiedziała pani Zefir stając za mną.
- Dobrze. - odrzekłam pewniej siebie.
- Powoli, jestem za tobą.
- Wiem. - burknęłam zła.
- Najpierw
wystartuj z miejsca. - byłam nad skarpą, a ta kazała skakać mi w
miejscu. Bezsens... Ciągle coś do mnie mówiła, jak ułożyć skrzydła, jak
się wzbić. Miałam tego dosyć. Czułam jakiś dziwny żar w sercu.
- Dosyć! - krzyknęłam w powietrze i pobiegłam nad skarpę, najszybciej jak umiałam.
-
Nike stój! - krzyczała p.Zefir, ale nie posłuchałam. Skoczyłam w dół i
poczułam jak moje skrzydła płoną na niebiesko. Nie parzyło mnie to,
ogień był zimny. Rozłożyłam skrzydła i poczułam wiatr. Machnęłam nimi i w
sekundę znalazłam się pięć kilometrów dalej. Rozłożyłam skrzydła i
zawisłam w powietrzu.
- To coś niesłychanego! - krzyczała pani
Zefir. - Nigdy nie trafił mi się uczeń z taką zdolnością. Ifus jest
najzwinniejszy w grupie, a Ortanus najszybszy. Ale ty to coś
niesłychanego. To nie możliwe! Nikt tak szybko nie lata! I ten ogień.
Trzeb to wyjaśnić! Jestem pod wrażeniem. A teraz leć, dasz sobie rady.
-
Dobrze - odparłam i ruszyłam przed siebie. Za jednym ruchem skrzydeł
potrafiłam dolecieć gdzie chciałam. To coś świetnego... szkoda, że nikt
mnie nie widzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz