poniedziałek, 8 lipca 2013

Od Nike - ze szkły dla Alph

          Mój pobyt w szkole dla Alph dobiegał końca. Dziś wieczorem odbywał się bal, na który poszłam z Ortanusem. Po ostatnich wyznaniach byłam skołowana. Jego słowa... były takie realne, a mimo to trudno było mi w nie uwierzyć.
         Chciałam, alby dzisiejszy wieczór był wyjątkowy. Ostatnio przeszłam metamorfozę związaną z dorastaniem. Moje skrzydła za sprawą magii stały się podobne do skrzydeł elfa, ale mimo to nadal potrafiłam latać z zawrotną prędkością. Zapuściłam grzywkę... Ogólnie bardzo się zmieniłam. Moje dziecięce, różowe futro stało się teraz liliowe.
         Zaczął się bal. Kiedy stanęłam na łące, na której się odbywał zaraz przyszedł do mnie Ortanus i podarował mi piękną różę, obwiązaną czerwoną wstęgą.
- Wyglądasz cudownie. - wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się. - Mogę panią porwać do tańca? - zażartował i w taki oto sposób zaczęliśmy tańczyć.
- Ortanus... ja dużo myślałam nad tym co mówiłeś i podjęłam decyzję...
- Ci... - położył mi łapę na ustach. - Zanim coś powiesz... - i pocałował mnie. Poczułam przyjemne ciepło i w głębi duszy wiedziałam, że czuje je już nie pierwszy raz. Spojrzałam na niego. Był nieco speszony, ale i widać - jednocześnie dumny. - Mogę znać twoją odpowiedź... teraz jestem już gotowy. - uśmiechnął się blado. Uśmiechnęłam się również. - Czy ten uśmiech znaczy, że czujesz to samo do mnie, co ja do ciebie? - nie odpowiedziałam nic, tylko odwzajemniłam pocałunek, który zadawał się trwać wiecznie. - Uznaje to jako tak...
- Tak, mój głuptasku... - tańczyliśmy jeszcze długo. Aż w końcu o coś zapytałam. - Co zrobimy? Za tydzień koniec szkoły.

<Ortanus?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz